.
Każdy popełnia błędy:
zbyt dużo...
zbyt duże...
Każdy ma chwile słabości:
zbyt często...
zbyt długie...
Każdy krzywdzi innych:
tylko po co?
tylko dlaczego?
Każdy ma czasem dość:
pieprzonej ironii...
pieprzonej samolubności...
Kto mieczem wojuje, od miecza ginie...
Jedno pewne- nie zostało napisane przez 4 minuty.
Powrót do przeszłości
Tytuł wziął się z tego, że po raz pierwszy od długiego czasu napiszę notkę w starym stylu. Jednym słowem troche moich rozmyślań. Widzę, że się strasznie cieszycie (jasne, jasne) no ale wypadałoby coś napisać. Więc do roboty.
Czy uważacie siebie za patriotów? Patriotów w pełnym tego słowa znaczeniu! Myśle, że wbrew pozorom kiedyś ludziom łatwiej było przejawiać swoją miłość do ojczyzny. Trzeba było o Nią walczyć, a każdy kto to robił był uznawany za patriotę. I słusznie. Wszystkie powstania narodowe, obydwie wojny światowe, walki przeciwko komunie-wszystko to niosło za sobą ogromne poświęcenie wielu ludzi. Nie zawsze z dobrymi skutkami. Jak dzieci wiedzą z lekcji historii tylko jedno powstanie powiodło się-reszta została krwawo stłumiona. Mimo to dzięki takim działaniom utrzymywała się tożsamość narodowa i przegrana okazywała się po pewnym czasie swojego rodzaju wygraną. Ale wróćmy do rzeczy- ludzie, którzy walczyli o nasz kraj wtedy potrafili oddać życie za ojczyznę. A dzisiaj? Dzisiaj jakby przyszło nam walczyć o Polskę... ciekawy jestem ilu ludzi naprawdę wstałoby z wygodnego fotelika i przystąpiło do walki. No ilu? Raczej niewielu. Tak więc przejawianie patriotyzmu kiedyś było wbrew pozorom łatwiejsze. Było o co walczyć. Bogu dzięki dziś nie musimy. Ale denerwuje mnie, gdy ktoś uważa się za "patriotę", bo "ogląda jak skacze Adaś Małysz i kibicuje naszym piłkarzom". Śmieszne. Porównajmy oddawanie życia za ojczyznę i siedzenie przed telewizorkiem i oglądanie skoków narciarskich. Nie wiem, czy takie porównanie byłoby w ogóle na miejscu. Ostatnio widziałe nawet program o ludziach, którzy wyemigrowali z Polski na początku lat '80. Była rozmowa z pewną pania w podeszłym już wieku. Siedziała w swojej willi w Rio de Janeiro. Mówiła (pół po polsku, pół po portugalsku), że jest stuprocentową patriotką, bo "tak strasznie tęskni za ojczyzną"! No tak... teraz tak strasznie tęskni, a 20 lat temu, jak było na prawdę źle, to uciekała z ojczyzny aż do Brazylii. Wtedy już Polska taka ważna nie była, a teraz przed kamerką, przed Polakami ona "nagle tęskni". Straszne. Żałosne.
No nic... kończe tą nudnawą notkę i zapraszam do komentowania. Dziękuje. Dobranoc :)
Christmas, christmas... THE END :)
Oj dzieci... święta, święta i po świętach. Ale jakieś dziwne było te tegoroczne. Powód? Brakowało mi jakoś takiej typowo bożonarodzeniowej atmosfery. Starałem się ją jakoś stworzyć. Puszczałem sobie kolędy, oglądałem w telewizji wszystko to, co było chociaż w najmniejszym stopniu ze świętami związane. Poczułem je dopiero przy stole wigilijnym (a tak w ogóle to strasznie sie nażarłem). Co się stało z całą tą atmosferą? Brak śniegu chyba nie mógł jej "zabrać"... chociaż kto wie? A może najzwyczajniej na świecie przestaje ją czuć z wiekiem. Na pewno dzieci inaczej przeżywają wigilię i Boże Narodzenie niż dorośli. Widocznie ja jestem tak "pomiędzy" i stąd taki brak. Nie wiem... ale pewnie za jakieś parę lat się dowiem :)
Możliwość jest jeszcze inna... jest ktoś taki kto mi strasznie namieszał w głowie i najnormalniej na świecie ją straciłem i już nie ptorafię myśleć o nikim (niczym) innym? Hmm... może to jest dobre wytłumaczenie? :)
Powrót
No i powracam. Może nie w jakimś zaskakującym stylu, ale jestem. Trochę się stęskniłem za pisaniem moich długich, często durnowatych rozmyślań. No i rzecz jasna komentarzy, a właściwie ich czytania, też mi brakowało. Czy coś się w moim blogu zmieni? Oczywiście, że... NIE! Na tym blogu zawsze pisałem to, nad czym akurat sobie myślałem. Opowiastki "z życia wzięte" nikogo by nie ciekawiły.
Co chciałbym dzisiaj napisać? W sumie to nie mam pojęcia. Hmmm... nie było mnie długo, bo od sierpnia. W czasie tych 3 miesięcy dość sporo się nauczyłem.
Po pierwsze: o "miłości" w wieku 15 lat nie ma co mówić... to głupota jednym słowem. Bo jak tu porównać uczucie ludzi, którzy są ze sobą latami, a to co czuje nastolatek do swojej sympatii? I proszę wszystkich w moim wieku: nie nazywajcie zwykłego zauroczenia miłością- to się wydaje śmieszne.
Po drugie: trzeba nauczyć się brać niektóre rzeczy na dystans. Kiedyś wszystkie głupoty denerwowały mnie, kiedy ktoś mnie obrażał, nie potrafiłem się pohamować. Teraz już wiem, że jak ktoś robi coś, żeby mnie wytrącić z równowagi, to największą "złośliwością" będzie jeśli go zignoruje. Jednym słowem czasem trzeba mieć niektóre rzeczy w dupie [jakie brzydkie słowo].
Po trzecie: nie ma co narzekać na swoje życie. Ja nie narzekam. Mogę czegoś nie mieć, czegoś może mi brakować, ale co z tego? Kiedy myślę o rzeczach, które przeżywają inni i o moich "problemach" to czuje się jak pieprzony egoista. Te osoby, dałyby wiele, żeby mieć takie problemy jak ja.
Po czwarte: nauczyłem się doceniać prawdziwych przyjaciół. Był okres, kiedy, można powiedzieć, olałem ich, bo miałem co innego na głowie. Jednak gdy to "co innego" poszło w cholerę, to oni mnie nie zostawili. Są szczęścia chwilowe, a przyjaciele są tymi szczęściami stałymi. Wybór nie jest chyba trudny, prawda?
Po piąte: nie zabijaj.
Po szóste: nie cudzołóż.
I tym optymistycznym akcentem kończymy notkę. Do następnego razu... ale kiedy to będzie? :)
Koniec
Półtorej roku blogowania. Z tego pół roku na tym blogu. Napisałem 11 notek, które skomentowaliście łącznie 193 razy co daje około 17 komentarzy na notkę. Dla mnie było to dużo i nigdy nie ukrywałem, że na tych komentarzach mi zależało. Mogłoby być więcej, ale cóż... opieprzałem sie z pisaniem :)
Dlaczego postanowiłem odejść? Są dwa powody. Brak pomsłów na notki i to, że te ostatnie były nudne (co widać po komentarzach). "Trzeba wiedzieć kiedy ze sceny zejść niepokonanym"- właśnie to robię, bo chce zapamiętać ten blog jako miejsce żywych dyskusji, czasem niestety kłótni, a nie jako monolog ze samym sobą.
Poznałem tutaj pare ciekawych osób. Na paru też tutaj się poznałem- często negatywnie, ale może to i dobrze...
Którą notkę najbardziej pamiętam? Chyba tą pt. "Wielcy nieobecni". Powiem szczerze, że negatywnie ją zapamiętałem. Dowiedziałem się jak niektórzy są nietolerancyjni dla homo- i biseksualistów, a także co inni o mnie myślą.
Wypadałoby też podziękować niektórym osobom, czego na blogu robić nie lubię, ale chcę, żeby chociaż w ostatniej notce pozostał po nich jakiś ślad:
Kubazz: Dzięki za poganianie do pisania notek, za opieprzanie mnie, za komentowanie. A tak w sumie... to dlaczego do cholery mnie poganiałeś jak sam nic nie pisałeś na swoim blogu? Wiesz co z niego zostało? TO!!
Zawsze chciałem to zrobić :D. A tak w ogóle to i tak Cię nienawidzę!:P
Paweł: Niby go tutaj nie widać, ale podobno wszystkie notki czytał... jeśli tak to dzięki, a jeśli nie... to nie.
Kowol: W sumie tylko za naukę robienia szablonów, bo komentować się nie chciało... szikaka.
Julia: Za kulturalne i bardzo konkretne wypowiedzi. Na takie komentarze właśnie czekałem przez całe moje blogowanie. Dziękuje.
Ania (upadły anioł): Patrz wyżej. Coś w tym Wilczym Gardle jest :)
Ewa: Za komentowanie moich ostatnich notek... no prawie wszystkich, bo musiałem się upominać :) ale i tak dzięki.
Misza: Jeśli w ogóle to czytasz to dzięki za dyskusje przy niektórych notkach- nie zawsze się z Twoimi wypowiedziami zgadzałem, ale każdy ma swoje zdanie. Powinniśmy tylko w odpowiedni sposób je wyrażać.
Janek: Rzecz jasna za komentowanie, za wspólną naukę HTML. Pamiętam jak na samym początku nauczyliśmy się wstawiać szablony i kopiować źrodło. Daliśmy z Jankiem na jego blog kod ze strony głównej do księgi gości. Pamiętam jaka była panika, jak się okazało, że Jaś w księdze ma to samo co na głównej. Ale jednak z nas hakerzy wyrośli i wiemy jedno- księga to nie jest strona główna :D
Aska-planeta: Za komentarze i podtrzymywanie na duchu. Momentami były mi bardzo potrzebne. Dzięki.
Kasik: Chociaż ostatnio mniej komentowałaś to chyba nikt tak jak Ty się nie rozpisywał. Dziękuje za wszystko.
Maciek (kurt, buli itp.): Jedyna osoba na tym blogu, która nie miała skrupółów pisać o tym o czym serio myśli. Chociaż czasem się nie zgadzaliśmy, to mimo wszystko na tak konkretne komentarze czekałem. Dzięki.
B380k: Za odrobinę humoru w momentach, kiedy wszyscy najchętniej by się pozabijali- dzięki.
I to by było na tyle. Może wrócę kiedyś-kto wie... w końcu "Show must go on" :)
Na razie!